O autorze
Justyna Kowalczyk. Polska Królowa Zimy. Jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii polskiego narciarstwa biegowego. Jej największe sukcesy to: złoto olimpijskie z Igrzysk w Vancouver, dwa złote medale Mistrzostw Świata w Libercu. Jako pierwsza biegaczka w historii wygrała 3 razy z rzędu prestiżowe Tour de Ski. Ma na koncie także 3 Puchary Świata oraz 3 tytuły Sportowca Roku w plebiscycie "Przeglądu Sportowego".

Pod wozem

Sebastian Parfjanowicz, dziennikarz (reporter) TVP SPORT, który od lat świetnie zajmuje się biegami narciarskimi, napisał dziś taki tekst. Był na tyle miły, że pozwolił go Wam tu przedstawić. Mi ręce opadły.. Nie jestem w stanie nic sensownego wymyślić. Przepraszam, jeśli zamilknę na dłużej, być może do zakończenia Mistrzostw. Nie myślcie,że zapomniałam lub nie chcę. Wielką przyjemność sprawiają mi te teksty! Tylko nartki właśnie poczuły się bardzo, bardzo zazdrosne. A jak nartka zazdrosna, to jechać potem nie chce:) Sto par terrorystek za sobą wlokę...

Dziś nie ma miejsca na filozofię, moje analizy i komentarze. Dziś oddaję głos Justynie, chwilę po tym jak zeszła z trasy.

"Trzeci raz w życiu. To boli, bo to takie najbardziej sportowe przyznanie do bezradności. Zawiodłam ja. Źle wybrałam narty. Moi serwismeni nie mają z tym nic wspólnego, proszę ich nie obwiniać. Dali mi do wyboru dwie pary - posmarowane i no-waksy. Wybrałam no-waksy, odwrotnie niż w La Cluzas. Źle. Po pierwszych stu krokach wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Próbowałam wychodzić na prowadzenie, użyć siły, ale nic z tego. Tylko przeszkadzałam innym dziewczynom. Jak zaczynały się zjazdy, to one - z tyłu - musiały mnie popychać. Co by było na dobrych nartach? Na pewno dobiegłabym do mety. Nie wiem, czy moja obecna forma pozwoliłaby wygrać, nie mam pojęcia. Ale na pewno bym nie odpuściła. A tak byłam na tyle zmęczona, że wiedziałam: części łyżwowej, z tymi wielkimi podbiegami, po prostu nie przebiegnę. Nie ma szans.

Wyjeżdżam z Soczi z zerem. Nieźle. To się nie zdarzyło od wielu, wielu lat. W życiu bym nie przypuszczała. Czuję się z tym źle, bo w piątek pobiegłam 1200 metrów eliminacji, dziś 5 kilometrów i tyle. A ja potwierdzam się startami w zawodach. Bez nich czuję się bardzo niekomfortowo.

Jestem zmęczona ciężkimi treningami w Livigno, ale nie będę się tym tłumaczyć. Złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy. Szczerze? Przyda się nam ten zimny prysznic. Mnie, serwismenom, całemu zespołowi. Nieczęsto się to nam w przeszłości zdarzało, ale byliśmy zbyt pewni siebie. Za pewni. Medale, puchary... A tu trzeba się skoncentrować na bieganiu.

Dostałam po dupie i na pewno wyciągnę wnioski. To mogę obiecać.

Gdybym mogła cofnąć czas i tak bym do Soczi przyjechała. Nawet zakładając, że znów zajmę tu 43. miejsce, a biegu łączonego nie ukończę. Poznałam trasy, poznałam zakręty, wszystkie pułapki. Moi serwismeni przekonali się jak zdradliwy jest tu śnieg. Śmiałam się trochę, jak Rosjanie mówili, że na tych olimpijskich trasach - na dużej wysokości - nie można przeszarżować ani o odrobinę, bo natychmiast odcina prąd. Mieli sto procent racji. Soczi nie wybacza błędów."
Trwa ładowanie komentarzy...