Priviet wszystkim z Sochi:)

Ależ mi zabili klina z tymi trasami:) A już myślałam, że następny okres przygotowawczy przeleci sobie bez deski do łyżwiarstwa, długich tortur na siodełku rowerowym czy łyżworolek w pozycji panczenisty... Indyk myślał o niedzieli... Bo byłabym największą idiotką narciarską, gdybym nie podjęła wyzwania..

Od początku, więc... Za rok na Igrzyskach Olimpijskich w Sochi narciarki-biegaczki będą indywidualnie rywalizować na czterech dystansach. Sprint i trzydzieści kilometrów stylem łyżwowym, duathlon (7.5km klasyk + 7.5km łyżwa) i dziesiątka klasykiem. Ameryki pewnie nie odkryję, jak napiszę, że to klasyk miał być tym jedynym i najważniejszym biegiem. Jeszcze bardziej dopieszczony niż w tym roku, jeszcze bardziej pewny. Choć tu już rezerwa minimalna.

Zrezygnowałam trochę z łyżwy ze względu na nieszczęsne piszczele, ale i kolana i kręgosłup, którym bardzo ciężko wytrzymać wielką dawkę treningu siłowego potrzebnego do tego stylu. Za strzelistej konstrukcji jestem na takie pakowanie. No i po dzisiejszych oględzinach tras stwierdziłam, że w kwietniu zostanę wyrwana z pięknego klasycznego snu, ubrana w trzy pary spodenek z poduszkami na sadystycznym rowerze;) Życie bywa brutalne...

Pętla 3.75km do stylu łyżwowego jest jedną z cięższych jaką w życiu widziałam. Dodatkowo jej układ, czyli zjazdy na początku i długi kilometrowy podbieg tuż przed finiszem potęgują to odczucie. Muszę spróbować to wykorzystać. Sprint pozostawię sprinterkom, bo to dla nich trasa. No i klasyk..:( Drugi biegun, niestety. Mało wymagająca wydolnościowo. Dużo zakrętów. Hopka goni hopkę. Zobaczymy. Ważne, że wiem na czym stoję i mam cały rok na pracę. Trzeba również pamiętać o wysokości i bliskości morza. 1500mnpm. Wszyscy, którzy już tu startowali, mówią, że okrutnie ciężko. Niektórym po prostu odcina prąd w najmniej oczekiwanym momencie.

Krasna Polana, czyli miejsce rozgrywania biegów narciarskich, biathlonu, skoków, kombinacji norweskiej to teraz jeden wielki plac budowy. Dziesiątki o ile nie setki ludzi pracuje tu dniami i nocami. Wioska olimpijska, hotele, drogi, tunele, szybka kolej i cholera wie co jeszcze się buduje. Niesamowita inwestycja. Pięknie będzie jak to wszystko skończą!

My już mamy przyjemność mieszkać w domkach, które będą częścią wioski. Takich luksusów na Igrzyskach jeszcze nie widziałam. Pokoje duże, przestrzenne z telewizorem, osobną łazienką, całe w drewnie, pięknie wykończone- nawet okna mają;) Jedzenie, jak to w Rosji, również pyszne. Co akurat niczym dobrym przed Mistrzostwami Świata nie jest. Na szczęście z okna stołówki widać centralnie ten wielki podbieg na trasie łyżwowej i...można się zastanowić co i ile na talerzu wyląduje:)

Ducha Igrzysk też czuć na każdym kroku. Dziesiątki wolontariuszy, ciągle kontrole, bramki jak na lotniskach, akredytacje trzeba mieć wszędzie, żadnego alkoholu ani nic niebezpiecznego nie wolno na teren wnosić. I bardzo dobrze. Wszystko dla naszego bezpieczeństwa. Okolica geograficznie i historycznie gorąca, więc ostrożności nigdy za wiele.

No i tu też, jak i w całej Rosji, wystarczy się uśmiechnąć i każdy mężczyzna pomaga bez wahania w każdej sytuacji! A że ja ciągle zęby suszę, to nie zdziwicie się na pewno, jak napiszę, że uwielbiam do Rosji wracać i bardzo się cieszę,że następne Igrzyska będą właśnie w Sochi :)))
Trwa ładowanie komentarzy...