O autorze
Justyna Kowalczyk. Polska Królowa Zimy. Jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii polskiego narciarstwa biegowego. Jej największe sukcesy to: złoto olimpijskie z Igrzysk w Vancouver, dwa złote medale Mistrzostw Świata w Libercu. Jako pierwsza biegaczka w historii wygrała 3 razy z rzędu prestiżowe Tour de Ski. Ma na koncie także 3 Puchary Świata oraz 3 tytuły Sportowca Roku w plebiscycie "Przeglądu Sportowego".

Reformujemy sport

Współczuję ministrze Musze. Po prostu, po ludzku nie zazdroszczę jej ani pracy ani środowiska, w którym wylądowała (abstrahując oczywiście od poglądów politycznych, bo tymi się nie mam najmniejszego zamiaru publicznie dzielić).

Całkiem niedawno - po IO w Londynie rozpętała się burza. Nagle zauważono, że nie ma w Polsce czegoś takiego jak system szkolenia. Że cała nasza sportowa potęga to tylko przysłowiowe zamki budowane na piasku. Że wielkie sportowe nazwiska, to przypadki losowe z ogromnym talentem, bądź nieopisanym oślim uporem i życiowym szczęściem (wyłączając wioślarstwo, kajakarstwo i parę innych potwierdzających regułę). No i pani ministra wraz z zespołem chcąc nie chcąc musi przynajmniej próbować to całe bagienko reformować. Jakiż to musi być wstrząs - przejść z poukładanego biznesowego środowiska do naszej powszechnej sportowej bylejakości, tumiwisizmu i "mi się to przecież należy!!". Nie porównując, to chyba podobna cysterna lodowatej wody jak ta, która mi się wylała na głowę w Zakopanem na treningu po powrocie z Canmore.

Pierwsze, co zobaczyłam wchodząc 22.12.na teren zakopiańskiego Centralnego Ośrodka Sportu, to kartki z napisem, że obiekty sportowe w dniach 24-26 będą... nieczynne!!!! Nie jesteście pewnie wyczynowymi sportowcami, więc nie wiecie, że w sporcie świąt nie ma. Trzeba się z tym pogodzić i tyle. Chcesz być na światowym poziomie, to się przyzwyczaj. To i tak jedna z setek mniejszych cen, które się płaci. Wala Szewczenko jest teraz w austriackim Ramsau. Nie było tam takich kartek. Rywalki ze Skandynawii, Niemiec, Rosji, Włoch itd też pewnie nie miały możliwości się zaśmiać na tak niecodzienny widok :)). Wszędzie tam dbają bardzo, by trasy właśnie w okresach wolnych od pracy były super przygotowane, bo wtedy zwykli ludzie chcą się na nartkach poślizgać.

Tylko proszę, nie argumentujcie, że w święta się nie pracuje. Moja siostra i brat są lekarzami byli na dyżurach. Ja trenowałam. Normalne. Żeby dojechać do Zakopanego muszę pokonać prawie 70km zwykłymi wiejskimi dróżkami w jedną stronę. Cała wycieczka z treningiem to ok. 5 godzin. Gra warta świeczki, bo MUSZĘ pobiegać na nartkach. Tam przecież był cały kilometr (tak żenujące, że nie komentuję) trasy. Zamiast usiąść z rodziną do bożonarodzeniowego obiadku, to w auto (na szczęście luksusowe i bezpieczne). A tam szczery lód... W Szczepana czyli dziś, po trenera telefonach, po tygodniu, ratrak przejechał trasę - bardzo dziękuję.

Panie dyrektorze zakopiańskiego COSu- biegówki nie mają kantów. W cywilizowanych ośrodkach ratrak przejeżdża trasę dwa razy dziennie, nie raz na tydzień. Jeśli trzeba, to zapłacę za benzynę, czas. Zapłacę za całą zimę z góry, żeby dzieciaki z zakopiańskiej szkoły nie marnowały swojego czasu, energii i młodości na całoroczny trening. Bo co z ich i trenerów zaangażowania, jeśli w najważniejszym momencie - czyli zimie (nie da się ukryć) nie mają trasy biegowej mimo, że można było ją spokojnie usypać i to jest właśnie obowiązek Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem. Tak, obowiązek! Nie jest nim utrzymywanie w nienagannym stanie boiska, znaczy dwóch boisk, do piłki nożnej, a zajęcie się sportami zimowymi. Mimo że to nieopłacalne.

Taki jest właśnie polski sport. I pani ministrze współczuję! Jej następcom, niezależnie od opcji, również! Ja dam sobie radę. Za dużo się w życiu nabiegałam, za dużo widziałam. Takie sprawy mnie tylko rozśmieszają. Ironizuję, złoszczę się, wkurzam wręcz, ale jednocześnie śmieję. Czasem do łez, bo nie wszystkie zjawiska jestem w stanie ogarnąć ;).

No... Z tego miejsca chciałabym prezesom, dyrektorom, dyrektorom sportowym, szefom wyszkolenia (ci powinni najbardziej dbać o warunki treningowe) życzyć równie przyjemnego i bezstresowego 2013 roku:)))!

PS.
Dużo czytałam ostatnio o klonowaniu. Tak się prywatnie ułożyło, że to jedyna deska mojego ratunku;) Odbiło kompletnie - wiem, wiem. Losy owieczki Dolly mam w małym paluszku:)) A zupełnie serio, to przydałoby się sklonować pana Juliana Gozdowskiego- gospodarza Polany Jakuszyckiej. Mielibyśmy wtedy w Zakopanem i trasy turystyczne i zawodnicze zawsze gotowe na czas. Dałby rady. Jestem pewna. Bo trzeba po prostu bardzo chcieć, walczyć, poświęcać czas, ciężko pracować i nie zniechęcać się. A... i szanować pracę innych. Wtedy wszystkie drzwi się same otwierają i pan Julian jest tego najlepszym dowodem :)!
Trwa ładowanie komentarzy...