POLECAMY Czy wiesz, że naTemat uruchomiło już swój drugi serwis? MamaDu.pl – magazyn dla rodziców

K'woli wyjaśnienia

To nie będzie dyplomatyczny tekst. Czas pokazać pazurek:) Zrozumcie, moi Drodzy, sezon się zbliża siedmiomilowymi krokami. Muszę więc obudować się grubym dźwiękoszczelnym murem! Nie zważać na rady, komentarze, mądrości, a zająć się tylko i wyłacznie startami, zdrowiem, logistyką. Spróbuję Wam dziś opisać, co mnie najbardziej wkurza w sezonie zimowym.

1) Przychodzi EKSPERT do telewizora!

W sumie to nieważne, czy jest ekspertem tv, czy prasy, czy kogokolwiek innego. Ekspert to ekspert. Wysypało się ich ostatnio jak grzybów po deszczu. Doskonale znają się na zjazdach, podbiegach, technice, taktyce, zdrowiu, sprzęcie, układają mi plan startów i najlepiej wiedzą, co ten Wierietielny powinien zrobić z tą Kowalczyk, żeby ona w końcu się zjeżdżać nauczyła. Nic to, że na nartach nigdy w życiu nie stali bądź o dzisiejszym sporcie na najwyższym poziomie wiedzą tyle, co w internecie wyczytają. Wyjaśnijmy sobie raz na zawsze, szanowni eksperci! Mamy w Polsce dużo utalentowanej młodzieży nie od dziś. Gdzież byliście wcześniej? Dlaczego z tak ogromną mądrością nie wychowaliście nikogo, kto by miał wyniki na normalnym międzynarodowym poziomie? Dlaczego jak trzynaście lat temu Aleksander Wierietielny obejmował kadrę biegaczy, to ich (nasz) poziom był gdzieś na poziomie Rowu Mariańskiego? Ano dlatego, że mądrzyć się i gadać każdy potrafi. Ze skutecznością trochę gorzej. Trener i ja doskonale zdajemy sobie sprawę z błędów, które na trasie popełniam. Ba, od trzynastu długich lat spędzamy wiele godzin dziennie ciężko pracując, by te błędy wyeliminować. Tylko i wyłącznie dzięki tej ciężkiej pracy i mądrości mojego Trenera w kraju, w którym absolutnie nie było ani warunków, ani pieniędzy, ani nawet żadnych tradycji, zdobyliśmy tak wiele.

Często się zastanawiam, jak wielkim ignorantem trzeba być, żeby uczyć fachu Trenera, nie znając ani jednego parametru zawodniczki. Nie mając zielonego pojęcia, jak reaguje na poszczególne bodźce treningowe, jaka jest jej konstrukcja psychiczna. Jak trenowała. Nie wiedząc nic na temat stanu zdrowia itd. Nie mając ani jednej zależnej!!
I żeby nie było, że tacy wszechwiedzący jesteśmy. Mądrość Trenera polega miedzy innymi na tym, że gdy nie jest pewny jakiegoś ruchu, gdy nie potrafi znaleźć rozwiązania, to prosi o radę innych trenerów, którzy w biegach narciarskich przeszli podobną drogę i którzy znaleźli się choć na chwilę na samych szczycie. W Polsce takich nie widzę. Więc szanowni eksperci możecie się wiele od Aleksandra Wierietielnego (zdecydowanie najbardziej utytułowanego polskiego trenera dyscyplin zimowych w historii) nauczyć, jeśli tylko on zechce się z wami swoją wiedzą i prawie półwiecznym doświadczeniem podzielić. Tyle.

2) Pani Justyno, bo Norweżki.... itd.

Bo omijają starty. Bo Tour za ciężki. Bo ustaliły, że w tym sezonie mało ważny będzie Puchar Świata. Bo nie jadą do Nowej Zelandii... I długo by jeszcze wymieniać. W każdym razie według niektórych, zwłaszcza tych, którzy na temat biegów wiedzą tyle, co kot napłakał, powinnam robić to samo. Może i powinnam, ale nie będę. Mam swoich parę szarych komórek, które całkiem nieźle się spisują i to im zawierzę:) Dużo widziały. Do tej pory nie zawiodły. A przeszły drogę znacznie dłuższą i mniej różami usłaną niż zawodniczki z krajów, gdzie biegi narciarskie są sportem numer jeden od wielu dziesiątek lat.

A na marginesie. Na nartach biega jeszcze parę innych narodowości, wcale nie mniej utytułowanych, pracowitych itd. Jest kogo obserwować.
I żeby nikt nie odebrał tego jako wyraz niechęci do Norwegów. Wręcz przeciwnie! Wszyscy jesteśmy pod wielkim wrażeniem profesjonalizmu ich teamu. Tam wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Tam są niewyobrażalne nakłady. Tam nikt nie lekceważy ważności serwismenów. Tam jest wielka rywalizacja o każde miejsce w reprezentacji. To oni zawsze pierwsi mają to co nowe i warte uwagi. Ale to nie znaczy, że każdy może iść tą samą drogą..

3) Początkowosezonowe zawodzenie.

To również dobry moment, by wyjaśnić dlaczego pierwsze starty są dalekie od ideału.
Nie sposób po takiej dawce pracy wytrzymałościowo-siłowej szybko biegać. Mięśnie są zbyt zmęczone. Pod wpływem wielomiesięcznego treningu zaszło w nich wiele zmian, co jest jak najbardziej zamierzonym efektem. Teraz trzeba zmniejszyć obciążenia, wprowadzić trochę treningu powtórzeniowego i startować, ile się da. Po co? Żeby z jednej strony trochę odpoczęły, a z drugiej nabierały odpowiedniego rytmu i ogłady startowej. Dokładnie to samo dzieje się z głową. Na początku zimy jestem jeszcze przymulona monotonią treningu ostatnich miesięcy. Nie mam tego błysku, tego czegoś, co pozwala przejść granice świadomości i dać z siebie wszystko. Trzeba cierpliwie poczekać parę tygodni. Za to jak już dobra dyspozycja przychodzi, to trwa przez wiele tygodni i jest zdecydowanie najdłuższa i najbardziej stabilna wśród wszystkich rywalek. Najważniejsze to mieć porządne fundamenty- na każdej budowie.

I pewnie zastanawiacie się, dlaczego inni jednak potrafią zdążyć na pierwsze starty, a ja nie. Więc oni po prostu wcześniej wprowadzają trening interwałowy i zmniejszają ilość pracy wytrzymałościowej. Jeszcze na październikowych lodowcach. My tego nie robimy z kilku powodów. Po pierwsze uważamy, że długie wybiegania na lodowcach są bardzo potrzebne do tego, żeby zbudować taką bazę, by wytrzymać do końca sezonu. Po drugie bieganie jakichkolwiek "szybkich" treningów na wysokości 3tyś mnpm nie wchodzi w moim przypadku w rachubę. Mam za słabe serduszko (parę lat temu przecież męczone ablacją). Muszę na nie uważać. Poza tym bardzo źle reaguję na trening interwałowy.

I tym sposobem płynnie przeszłam do następnego drażliwego tematu.

4) Ilość startów.

Ktokolwiek wie cokolwiek na temat doprowadzenia organizmu do najwyższej dyspozycji w sporcie wytrzymałościowym, ten z pewnością się orientuje, że w pewnym momencie trzeba zmniejszyć objętość i podkręcić mocno śrubę. Ale jak to zrobić, jeśli biegaczka fatalnie reaguje na trening interwałowy, wręcz nie może go wykonywać???

Trzeba startować, startować i jeszcze raz starować. Zwłaszcza, że zawodniczka nie rywalizuje z innymi dziewczynami w czasie sezonu przygotowawczego. Musi się znów odnaleźć w peletonie czy też w grupce sześciu osób na wąskiej trasie sprintu. Musi również dobierać tak starty, by rywalki były na podobnym lub wyższym poziomie. W moim przypadku to mogą być tylko i wyłącznie Puchary Świata. Dlatego do dochodzenia do najwyższej formy wybraliśmy metodę startową. Proste, prawda:)

To pokrótce najbardziej drażliwe tematy. Z Trenerem pracujemy od trzynastu lat. Kupa czasu na różne próby. Kupa czasu na naukę na własnych błędach. Na wielu rzeczach i metodach sparzyliśmy się bardzo, inne dają nam nadzwyczaj dobre rezultaty. Szukaliśmy i ciągle szukamy najlepszych rozwiązań. Myślę, że biorąc pod uwagę, że w sporcie naprawdę różnie bywa. Że bardzo często rzuca zawodnika pod wóz bez specjalnie ważnego powodu, to jednak udowodniliśmy, że nasz sposób jest skuteczny, że warto nam zaufać.

I właśnie o to zaufanie, ale również wsparcie, bardzo prosimy:))
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Justyna KowalczykSporty zimowe
Skomentuj