POLECAMY Polska miedziową potęgą. Nasza firma podbija Chile

Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba;)

Ufff...Dotrwałam. Dotrwaliśmy! W jednym kawałku na szczęście. Sezon przygotowawczy rozpoczął się drugiego maja, a skończył dziś. Sześć miesięcy gonienia po lasach, lodowcach, krzakach, skałach, górach.

Sześć miesięcy poznawania coraz to nowych rodzajów asfaltu, śniegu. Sześć miesięcy walczenia z plagą kontuzji, przeciążeń i bólu. Sześć miesiecy kropelek potu kapiących z czubka nosa. Sześć miesięcy doprowadzania Trenera i Maćka do szewskiej pasji:) Sześć miesiecy bardzo cieżkiej pracy fizycznej po prostu. Sześć miesięcy, z których 148 dni spędziłam na obozach..

Zaczęło się w Ramsau. Świeżo po odrzuceniu kul. Pierwszy trening - siedemdziesiąt pięć minut biegu na nartorolkach stylem klasycznym. Skończyło się również w Ramsau, również biegiem na nartorolkach stylem klasycznem. I tak się zastanawiam nad tymi kulami (bynajmniej nie z powodu kolana!), bo ledwo już włóczę nogami:))

Lubię ten moment w roku. Zwłaszcza, że przypada na cudnie kolorową jesień, czyli moją ulubioną (wizualnie) porę roku. Lubię sobie pomyśleć, że "znów się udało". Po raz piętnasty! Bo musicie wiedzieć, że w biegach narciarskich to co najcięższe dzieje się w okresie wiosenno/letnio/jesiennym. Teraz została już kosmetyka, dbanie o zdrowie i starty:)

Najgorszych momentów wspominać nie będę, bo nie warto. Ale uwierzcie mi, że bywało bardzo gorzko. Kompletnego strajku głowy nie przewidziałam. Za to z przyjemnością podzielę się tymi najfajniejszymi:)

Subiektywny ranking wygrywa zdecydowanie zdobywanie Rysów. Wzruszenie spowodowane zachowaniem dziesiątek turystów pomieszane ze zmęczeniem, piekną pogodą i widokami, satysfakcją i niepowtarzalnymi żartami Maćka. Bezcenne. Numer 2 to Trenera urodziny na trzech kolejnych lotniskach w czasie podróży do Nowej Zelandii. Akurat wtedy wypadły... Bo fantazja jest od tego..itd..- śmiechu było co nie miara! A dalej miedzynarodowa strefa kibica w czasie IO w Londynie w Snow Farm - sport ponad podziałami, czyli to co w nim najpiękniejsze, a i bezsenność po trzech miesiącach się w końcu na coś przydała:)

Numerem cztery będzie mina mojego Trenera i trenera Smiguna po sprawdzianie crossowym w Otepii!! Ułamek sekundy, dla którego warto się starać ponad siły. Piąte miejsce przypadnie uroczystemu odśpiewaniu (na Maćka życzenie) "Lato, lato, lato czeka" na szlaku pełnym ludzi, po ponad pięciu godzinach bardzo wyczerpującego crossu po górach, ciągle biegnąc i będąc jeszcze daleko od hotelu:) Typowy przykład ekstremalnej głupawki zmęczeniowej - mój pierwszy śpiewający występ publiczny. Szóste to spotkania z pewnym koziołkiem górskim w St.Moritz, który urzędował na ponad 3100 m n.p.m.

Siódme to smak bułki z serem w górach i maćkowe wykrzyczane: Jezusicku, jak tu pieknie!! Czyli uwielbiamy wrześniowe Tarty. Ósme to autorski plan Trenera pt. Tuczenie Justyny. Trwał cały ten czas i był przepyszny:). Dziewiąte miejsce przypada ostatniej w tym sezonie przygotowawczym imitacji skakanej. Ależ się cieszyłam, bo do następnej w lipcu taaaaak daleko:) I zamykający pierwszą dziesiątkę - siad po turecku wykonany miesiąc temu. Zupełnie spontaniczny. Ze względu na kolano od ponad dwóch lat była to dla mnie niemożliwa do wykonania figura akrobatyczna:) Po raz setny - DZIĘKUJĘ DOKTORZE!

Poza klasyfikacją znalazło się morze spadających gwiazd i w Nowej Zelandii i w Ramsau. Kiedyś Wam powiem, czy w ten sposób marzenia się spełniają;)

Wielu uważa, że w sporcie chodzi o zwycięstwo, medal, wynik. Tak pewnie jest. Ja jednak od zawsze mam dwie sportowe drogi - jedna to Justyna, która uwielbiała rywalizację i to na każdym polu. A druga to Justyna, która chce przełamywać swoje słabości. Dla której sport to wytłumaczenie życia. Nie zawsze są one zbieżne i dlatego nigdy jednoznacznie nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, na co tak naprawdę stać mnie na trasie. Staraliśmy się bardzo. Myślę, że się udało.

Ale czy piętnasty rok z rzędu okaże się, że znów zrobiłam postęp? Czy będzie mnie stać, by szósty rok z rzędu skonczyć sezon w trójce najlepszych biegaczek świata? Czy może uda się po raz czwarty być najlepszą? A może trzeba się będzie cieszyć z poszczególnych dobrych biegów i tyle... Nie znam odpowiedzi i do marca ich nie poznam. Dodam tylko, że dalej mam zamiar z pełną odpowiedzialnością i pasją wykonywać swoje obowiązki.
Reszta jest zapisana w gwiazdach;))))
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Justyna KowalczykSporty zimowe
Skomentuj